poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 1 , Opowiadanie 1 .

     Był piękny, słoneczny dzień. Luna przesiadywała na błoniach, zabawiając zające.  Po kilku minutach na błonie wpadł Malfoy, rozglądając się gorączkowo. Gdy zobaczył Lunę zrobił chytry uśmieszek i skierował się ku wejściu do zamku. Po 10 minutach pojawiła się Pansy Parkinson razem ze swoją bandą Ślizgonek. 
- Pomyluna od kiedy to tak sama przesiadujesz? Przyjaciele Cię zostawili, bo Twoje dziwactwo ich przerosło? - po tych słowach zaczęła się chichotać razem ze swoją grupą. 
- Nie imponują mi Twoje obelgi. - powiedziała bezbarwnie, nawet na nią nie patrząc. Pansy przestała się śmiać i otworzyła szeroko oczy. Otworzyła usta, ale zaraz zamknęła jakby nie wiedziała co powiedzieć. Prychnęła pogardliwie i machnęła ręką, a banda Ślizgonek ruszyła za nią. Luna podniosła wzrok i kątem ust się uśmiechnęła. 
     Gdy była pora drugiego śniadania Luna przesiadywała w bibliotece nad wypracowaniem dla  Flitwick'a na temat zaklęcia Accio. Po 20 minutach do biblioteki przyszedł Malfoy. Gdy zobaczył Lunę, jego mina przybrała dwa oblicza. Jedno zawstydzone, drugie ucieszone. Podszedł i wyszeptał:
- Przepraszam.
Luna uniosła głowę i zmarszczyła czoło, mocno zaciskała pióro w dłoni. 
- Słucham? - zapytała niepewnie. 
- Przepraszam. - powiedział trochę głośniej, patrząc na jej buty.
- Za co? - zapytała krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Za to, że... nie nic. - urwał i i uniósł lekko głowę.
Luna znowu spojrzała na kartkę i zaczęła pisać wypracowanie. Malfoy stał nad nią dwie minuty,i w końcu się odezwał.
- Wiesz z kim idziesz do Hogsmeade? - powiedział nieśmiało.
Luna ponownie uniosła głowę, z wytrzeszczonymi oczyma, i lekko otwartą buzią.
- To do mnie było? - powiedziała z  niedowiedzeniem.
- Ym...tak. - powiedział szczerząc zęby.
- Nawet nie miałam zamiaru tam iść. - odparła.
- A poszła byś ze mną? - zapytał rozglądając się po pomieszczeniu.
- Chyba tak. - powiedziała to i wstała dźwigając książki i pergaminy.  - o ile nie idziesz z Pansy. - po tych słowach ruszyła w stronę półek i zaczęła odkładać książki.
- Ech, Pansy jest taka zwykła i nudna, chciałem iść z kimś innym dla odmiany. - powiedział patrząc na odlatujące książki w stronę półek.
- Czyli będę tylko rzeczą, którą się nosi dla odmiany, czyż tak? - prychnęła chłodno.
- Nie, nie. Źle to odebrałaś, po prostu chciałem iść z Tobą, bo mi się podobasz. - wyparował Draco.
Luna spojrzała na niego z uniesioną ręką.
- Yyy...skoro tak. To mogę iść z Tobą. - powiedziała obojętnym tonem.
- Dziękuję, będę czekać przed Wielką Salą. - powiedział uradowany i wybiegł z biblioteki.
Luna została tam sama i w głębi duszy się uśmiechała. 



~Gail Havehort.